górne tło
górna linia poziomaAutor strony podczas wycieczek rowerowychLogo ROWEROWE-BIELSKO.PL

Ciekawe wycieczki rowerowe i trasy rowerowe w okolicach Bielska-Białej. Wyprawy rowerowe po szczytach Beskidów.

Menu strony


» Strona » miniBLOG

Komentarze aktywnego, bielskiego rowerzysty związane z tagiem: #jazda-rowerem

W tym miejscu znajdziesz krótkie i dosadne komentarze autora strony na temat rowerowej rzeczywistości w Bielsku-Białej, informacje o jego drobnej działalności na rzecz rowerzystów lub sprawach sprzętowych związanych z moimi rowerami. Umieszczam tutaj również większość interpelacji zgłaszanych przez Radnych na sesjach Rady Miejskiej Bielska-Białej. Uwaga: Niektóre wpisy na miniBLOGu mogą być dla niektórych osób obraźliwe lub kontrowersyjne w odbiorze.

« 1 2 3 4 »

1 kwi

2020

Pierwsze testy i wrażenia z jazdy rowerem w maseczce antysmogowej Smoggy

Końcem stycznia mój asortyment odzieży rowerowej wzbogacił się o maseczkę antysmogową, która ma zapewnić mi komfortową jazdę głównie w porze zimowej, kiedy muszę zmagać się z nieprzyjemnymi zapachami związanymi z ogrzewaniem domów jednorodzinnych oraz panującym smogiem. Do tej pory korzystałem z kominiarki, jednak jazda w niej powodowała mocne parowanie okularów (podczas wydechu). Rozglądałem się za czymś w rozsądnej cenie, co wyeliminuje ten problem oraz będzie miało dodatkowo filtr powietrza.

Ostatecznie wybór padł na maseczkę antysmogową Smoggy wraz z 10 wymiennymi wkładami N99 zawierającymi węgiel aktywny (absorbują aż 99.9% toksyn i zanieczyszczeń) → Zdjęcie #1, z których każda - jak podaje producent - starcza na około 20-30 godzin korzystania. Maska występuje w trzech rozmiarach, zależnych od obwodu głowy i zapinana jest na szeroki rzep. Pierwsze wrażenia z jazdy rowerem w masce były mieszane, ale zakup uważam za udany.

Największy problem miałem po założeniu maski z jej dopasowaniem w okolicy nosa, który nieco dociskała z góry i powodowała mały dyskomfort. Okazało się, że kupiłem zbyt mały rozmiar i rzep ledwo starcza na jej zapięcie. Niestety po godzinie jazdy rowerem w temperaturze ok. 0oC wkład węglowy był cały mokry. Maska posiada dwa zawody wypustowe powietrza, więc nie powoduje tak mocnego parowania okularów jak kominiarka (sporadycznie też się zdarza). Jeśli chodzi o pochłanianie zapachów, to spaliny samochodowe czuć, ale tylko przez krótki moment. Największym plusem jest wdychanie zdecydowanie cieplejszego powietrza i dodatkowa osłona twarzy przed zimnem → Zdjęcie #2.


26 sty

2020

Walka z uprzedzeniami - pierwsza jazda rowerem zimą po zmierzchu

Praca w godzinach 8-16 w okresie zimowym, gdy po powrocie do domu jest już ciemno, nie pozwala za bardzo na jazdę rowerem w tygodniu. Póki co, jeszcze nie zdecydowałem się na dojazdy do pracy rowerem o tej porze roku, ale poczyniłem pierwszy mały krok ku temu. Wygrzebałem z szafy komplet oświetlenia rowerowego przód-tył, który dostałem parę ładnych lat temu w prezencie i przez ten czas nigdy nie był używany. Niestety lampki miały założone baterie i w tylnej lampce jedna z nich "wylała" uszkadzając nieodwracalnie elektronikę. Na szczęście miałem z zapasie drugą.

W piątkowy - dosyć mroźny - wieczór zebrałem się w końcu w sobie i wyposażony w oświetlenie odbyłem krótką rundkę po okolicy, zaliczając przy okazji kilka odcinków dróg rowerowych. Przy okazji sprawdziłem stan oświetlenia tychże dróg rowerowych, który wypadł średnio. Natomiast przednia lampka rowerowa → Zdjęcie #1 zaskoczyła mnie pozytywnie, dając bardzo jasne, zimne światło o szerokim kącie i to przy wykorzystaniu tylko jednej z trzech diod LED (dwie pozostały były w trybie migania) → Zdjęcie #2. Do pełni szczęścia brakuje tylko maseczki antysmogowej, ale i ona wkrótce pojawi sie na stanie.


11 sie

2019

Rowerem do pracy #2 - Podsumowanie czerwca i lipca

Czerwiec oraz lipiec był kolejnymi miesiącami, w których nieregularnie dojeżdżałem do pracy moim starym rowerem Wheeler. Przyznam jednak, że pomimo "przełamania się", to wciąż jednak pokutuje we mnie jakiś rodzaj wstydu przed takim sposobem przemieszczania się do pracy. Czasem wydaje mi się, że taki wstyd i opór może mieć większość osób i dlatego tak mało ludzi dojeżdża rowerem do pracy - ale mogę się mylić.

Podsumowując, w czerwcu tylko przez pierwsze dwa tygodnie miesiąca wybierałem taki rodzaj transportu, potem jeździłem tradycyjnie samochodem. W sumie tylko 6 razy dotarłem w ten sposób do miejsca pracy, pokonując ok. 77 km i oszczędzając tym samym jakieś nędzne 30 zł na paliwo. Ograniczyłem również emisję CO2 o 19,2 kg! Dla zainteresowanych - jadąc rowerem emituje się ok. 21 g/km tego związku do atmosfery.

Lipiec jak do tej pory jest miesiącem, w którym najwięcej razy dojechałem do pracy rowerem, spośród czterech ostatnich miesięcy. Podczas 10 dni pokonałem ok. 133 km i oszczędziłem w przybliżeniu 50 zł na paliwie. W przypadku ograniczenia emisji CO2 to wyniosło ono aż o 33,2 kg! Choć staram się dojeżdżać do pracy rowerem w dni pewne pogodowo to lipiec też był wyjątkowy pod tym względem, bo w jednym dniu powrót do domu uniemożliwiły mi obfite opady deszczu. Pech chciał, że nie zabrałem ze sobą kurtki przeciwdeszczowej i musiałem wezwać pomoc ;)


4 cze

2019

Rowerem do pracy #1 - Podsumowanie kwietnia i maja

Po kilku latach przełamałem się w końcu i podjąłem próbę dojeżdżania do pracy rowerem! Co prawda minął tydzień czasu nim zdołałem zebrać się w sobie, by zacząć wstawać 30 minut wcześniej niż zwykle. Kwietniowa pogoda wyjątkowo sprzyjała takiej formie transportu do pracy. Uruchomiłem na szybko swój stary rower Wheeler oraz kupiłem solidne zapięcie łańcuchowe. Trasa do pracy to zaledwie nieco ponad 6 km w jedną stronę, więc na dobrą sprawę mięśnie nie zdążą się dobrze rozgrzać, a człowiek nie ma szans się zmęczyć. Jadąc spokojnym tempem pokonuję ten dystans w niespełna 20 minut.

Pierwszy dzień jazdy rowerem do pracy nie obył się bez problemów. Już podczas porannej jazdy do pracy ujawniły się problemy z przednią przerzutką, w której nie było możliwości wrzucenia przełożenia na największej tarczy. Z kolei podczas powrotu do domu w ten sam dzień, 1 km przed dotarciem do celu złapałem gumę! Zmuszony byłem do zrobienia samodzielnego szybkiego serwisu przedniej przerzutki. Wszystkie przełożenia działają, lecz z racji zużycia manetki trzeba je wrzucać na wyczucie.

Finalnie w kwietniu do pracy dotarłem rowerem tylko 5 razy, pokonując rowerem 62 km, oszczędzając przy tym paliwo na kwotę ok. 25 zł, które to "oszczędności" i tak musiałem wydałać na nową dętkę i opaskę na obręcz :) Inaczej sprawa miała się w miesiącu maju, który był mocno deszczowy i tylko 1 dzień udało mi się dostać do miejsca pracy rowerem. Bilans to 12 km i oszczędzone kolejne 5 zł na paliwie. Dodatkowy bilans to ograniczenie emisji CO2 do atmosfery, które wyniosło tylko ok. 1554 g, gdzie samochód wyemitowałby ponad 20 kg. Przyznaję jednak, że nie to było głównym celem - aż takim eko-świrem nie jestem ;)


6 maj

2019

Pechowy początek świątecznego weekendu, zakup narzędzi i naprawa koła

Od kilku miesięcy jeździłem rowerem bez jednej szprychy w tylnym kole, która to strzeliła mi w okolicach czerwca zeszłego roku. Nie miało to większego wpływu na jazdę rowerem, koło też nie uległo większemu scentrowaniu, a po górach i tak nie jeździłem. Kilka dni po incydencie, odwiedziłem nawet trzy serwisy rowerowe z prośbą o uzupełnienie tylko brakującej szprychy (bez centrowania koła), bo na wyposażeniu nie posiadałem specjalnych kluczy do odkręcania kasety i tarczy hamulcowej. Niestety w żadnym nie chciano wykonać usługi na miejscu i podawano odległe terminy, choć dla wprawnego serwisanta to praca na max. 15 minut.

Tegoroczna Wielka Sobota przywitała nas piękną pogodą, więc zdecydowałem się uderzyć niebieskim szlakiem rowerowym dookoła Bielska-Białej. Niestety po przejechaniu niespełna 6 km, podczas podjazdu asfaltem ul. Ks. Brzóski usłyszałem głośny strzał. Okazało się, że strzeliła druga szprycha w tylnym kole! Po jej usunięciu zdecydowałem, że pojadę dalej. Jednak w czasie jazdy zauważyłem, że koło zaczyna coraz bardziej bić na boki i po ponownych oględzinach koła stwierdziłem, że jest jeszcze jedna pęknięta szprycha! W tej sytuacji byłem zmuszony przerwać trasę i powolnym tempem dojechać rowerem do domu.

Cała ta sytuacja zmobilizowała mnie w końcu do zakupu odpowiednich narzędzi, aby takich napraw dokonywać samemu (choć nie znoszę tego robić!) bez proszenia się kogokolwiek i czekania tygodniami z unieruchomionym sprzętem. Zakupiłem online zapas 15 szprych z nyplami, klucz do odkręcania kasety i tarczy hamulcowej oraz specjalny klucz do blokowania kasety przy demontażu tzw. bacik. Cała operacja wymiany szprych (podczas której strzeliła jeszcze czwarta) oraz centrowania koła zajęła mi aż 2 godziny! Brak tylu szprych spowodował, że obręcz powyginała się i konieczne było poluzowanie wszystkich szprych, aby uzupełnić nowe. Finalnie udało mi się ustawić bicie promieniowe na ok. 0,5 mm, a boczne niemal do zera.


« 1 2 3 4 »

Tagi: #budżet obywatelski #części rowerowe #infrastruktura rowerowa #inne #interwencje #jazda rowerem #odżywki i suplementy #podsumowanie sezonu #polityka rowerowa #rajdy rowerowe